
Źródło: silentworks.pl
Dawniej do schłodzenia procesora wystarczał niewielki radiator o masie kilkudziesięciu gramów. Wraz z postępem technologicznym procesory wyposażone w setki milionów tranzystorów zaczęły wymagać stosowania bardziej rozbudowanych konstrukcji, których waga przekracza nieraz magiczną granicę 1kg. Pomimo intensywnego rozwoju technologii wykorzystywanych do konstrukcji coolerów i coraz bardziej dopracowanych projektów, jedno pozostaje niezmienne. Aluminium i miedź, te dwa metale są wykorzystywane od samego początku do budowy radiatorów i innych elementów chłodzących. Pytanie, jakie należy postawić to, dlaczego jeden z tych materiałów nie zdominował drugiego i nie wyparł go z rynku? Zapraszam do lektury.
Miedź i aluminium mogą współistnieć głównie dzięki temu, że każdy z tych metali posiada zalety, których „rywal” nie ma. Cuprum (łacińska nazwa pierwiastka miedzi) ma gęstość 8920 kg/m3 i przewodność cieplną na poziomie 401 W/(m*K). Glin, (czyli pierwiastek potocznie zwany aluminium) przegrywa w obu tych porównaniach. Jego gęstość wynosi „tylko” 2700 kg/m3, zaś przewodność cieplna 237 W/(m*K). Tutaj pojawia się pytanie. Dlaczego miedź nie wyparła jeszcze aluminium z rynku coolerów? Odpowiedź znajdziemy w najnowszych notowaniach. Na Londyńskiej Giełdzie Metali za tonę czerwonego surowca należy zapłacić 7345 dolarów! Tona glinu kosztuje „jedynie” 2676 dolarów. Dodatkową zaletą tańszego z materiałów jest jego dostępność, wszak to trzeci najczęściej występujący pierwiastek na Ziemi! Widzimy teraz, że sprawa nie jest tak prosta jakby się mogło wydawać.
Wypada jednak zadać pytanie, dlaczego faworyzuję miedź. Przecież niejednokrotnie można się spotkać z opiniami, że to aluminium szybciej oddaje ciepło i dlatego stosuje się go w budowie radiatorów. Przyznam, że kwestia ta jest bardzo dyskusyjna. Mimo wszystko niezaprzeczalnym faktem jest to, że przewodność cieplna to czynnik kluczowy. Zacznijmy jednak od początku. Istota chłodzenia źródeł ciepła (np. procesor, układ graficzny, chipset itd.) polega w gruncie rzeczy na przekazywaniu ciepła do radiatora. Transport ten odbywa się tym szybciej im większa różnica temperatur jest między tymi ciałami. Wniosek jest więc taki, że im zimniejszy jest radiator tym lepiej będzie chłodził. Zakładam, że procesor ma cały czas taką samą temperaturę. W tym momencie pojawia się wielkość zwana pojemnością cieplną. Jest to stosunek ilości ciepła dostarczonego (w tym przypadku do radiatora) do odpowiadającego mu przyrostu temperatury. Oczywiście każdy materiał ma inną pojemność cieplną. Możemy ją obliczyć mnożąc wagę substancji i jej ciepło właściwe. Teraz trochę fizyki. Porównujemy dwa kawałki miedzi i aluminium o objętości 1m sześciennego. Oczywiście mają one zupełnie inną masę i inne ciepło właściwe. Z prostego mnożenia otrzymujemy pojemność cieplną miedzi równą 3389600 J/K i 2430000 J/K dla aluminium. Większa pojemność cieplna oznacza, że metal nagrzeje się o mniej stopni, podczas gdy ciepło dostarczone do niego będzie takie samo. Potwierdza się więc wyższość miedzi nad aluminium jeśli idzie o chłodzenie. Muszę jednak zaznaczyć, że po długotrwałym nagrzewaniu, w sytuacji, kiedy nie ma dostępu do świeżego powietrza różnica ta zatrze się. Radiator nie będzie mógł oddać nagromadzonego ciepła bo nie wystąpi różnica temperatur z otoczeniem. Jest to jednak sytuacja ekstremalna, wątpię żeby komukolwiek udało się ją osiągnąć u siebie. Zakładam więc że u nas występuje przewiew.
Pozostaje teraz odnaleźć złoty środek pomiędzy wydajnością a ceną. Właśnie pod tym kątem postaram się dziś przyjrzeć testowanym coolerom.
Przedstawienie zawodników
Ninja - ta nazwa znana jest każdemu. Już jako dzieci słyszeliśmy o „wojownikach cienia”. Potrafili oni niepostrzeżenie zakradać się do ofiary i mordować w sposób bezszelestny. Umieli też niezauważeni pojawiać się i znikać. Nieprzypadkowo japońska firma Scythe nadała swej najpopularniejszej rodzinie coolerów tę nazwę. Ninja jest wszakże przeznaczony do chłodzenia procesorów w sposób bezgłośny. Czy jest jakiś cichofil, który o nim nie słyszał?
Zasadniczo wyróżniamy dwie wersje tego produktu, miedzianą i aluminiową. Z tą ostatnią jest jednak pewien kłopot. Od kiedy Ninja pojawił się na rynku powstało kilka odmian jego pierwotnej wersji. Początkowo chłodzenie to nie wspierało platformy AM2, posiadało jednak za to bardzo dobre mocowanie na socket LGA 775 (backplate + zapinki). Później nastała era wersji Plus Revision B. Wraz z wprowadzeniem jej na rynek kłopoty posiadaczy platformy AM2 skończyły się, za to użytkownicy pozbawionych nóżek procesorów Intela zadrżeli za sprawą popularnych już dzisiaj push-pinów, niestety niezapewniających tak dobrego docisku jak zapinka we wcześniejszej wersji coolera. Wszystkie wersje tego chłodzenia nie są przeznaczone do zamocowania na Socket A.
Niedawno Scythe zdecydowało się też na „upiększenie” podstawki aluminiowej wersji „wojownika cienia” dodając nań warstwę niklu. Podsumowując, w sklepach można było nabyć trzy różne wersje tego samego coolera, a od niedawna mamy też do dyspozycji Ninję „jubileuszowego” zbudowanego w większości z miedzi.
Scythe Ninja Plus rev.B
Do testów użyłem najnowszej wersji aluminiowej odmiany coolera Ninja, takiej, jaką można nabyć obecnie w sklepach. Na dzień dzisiejszy cena tego „cacka” kształtuje się na poziomie 139zł. Przyjrzyjmy mu się w końcu z bliska.
Pudełko jest dość spore. Wygląda ciekawie i przyciąga wzrok. Mnóstwo na nim nadruków i japońskich „robaczków”, ale najważniejsze dane odnajdziemy bez trudu.
Nie jest nowością, że Ninja został stworzony do pasywnej pracy. Jak się sprawuje w takiej sytuacji zobaczymy w testach.
Na jednym z boków pudełka mamy wykaz podstawek, na które da się zamontować Ninję. Poniżej podstawowe dane dołączonego do zestawu wentylatora.
Po drugiej stronie prócz kilku zdjęć znajdziemy tabelkę z najważniejszymi informacjami. Całość jest w językach: angielskim, francuskim, niemieckim, hiszpańskim i oczywiście japońskim.
Na tym ujęciu przedstawiłem najistotniejsze dane dotyczące Ninjy. Są one również umieszczone w tabelce ze specyfikacją techniczną.
A co w środku?
Pod wieczkiem jest dość ciasno. W środku znajdziemy kolejno: wentylator 120mm, radiator Scythe Ninja oraz pudełko z zapinkami i innymi dodatkami.
Chłodzenie robi duże wrażenie swoimi rozmiarami zwłaszcza, jeśli ktoś ma z nim kontakt po raz pierwszy.
Czas na Scythe Slip Stream. Wentylator posiada aż 9 łopatek. Zobaczymy jak to wpłynie na pomiary głośności.
Na naklejce kilka istotnych informacji. Umieściłem je w tabelce.
Czas poznać zawartość tajemniczego pudełka. Widzimy mocowania na większość obecnie stosowanych socketów.
Jest też grudka silikonowej pasty termoprzewodzącej, komplet drucików do mocowania wentylatora 120mm oraz zestaw śrubek do przykręcenia odpowiedniego koszyka.
Zbliżenie na mocowanie socketu LGA 775 firmy Intel. Widoczne na zdjęciu push-piny są dość nietrwałe. We wcześniejszej wersji Ninjy zamiast tego dołączano backplate i solidne haczyki, dzięki czemu ciężki i duży radiator trzymał się płyty głównej bardzo mocno i nie było mowy o słabym docisku.
Ten koszyk również pojawił się stosunkowo niedawno w pudełku Ninjy. To uniwersalne mocowanie na socket AM2, 939, 940 i 754.
O nieco już archaicznym gnieździe 478 Intela, firma Scythe też nie zapomniała.
Na koniec instrukcja obsługi. Próżno szukać w niej języka polskiego. Są za to angielski, francuski i niemiecki. Brak polskiego powinny jednak zrekompensować czytelne obrazki.
Chłodzenie z bliska
Radiator jest zbudowany z 23 aluminiowych lisków i 6 rurek cieplnych wygiętych w kształcie litery U (efektywnie daje nam to aż 12 ciepłowodów). Na spodzie, powyżej podstawki widzimy nieduży aluminiowy radiator, ma on wspomóc odbieranie ciepła z podstawki.
Mimo że Ninja jest symetryczny, listki radiatora przy podstawce zdradzają pewne różnice. Ogólnie rzecz biorąc nie ma znaczenia, którą strona zamontujemy Ninję w odbudowie.
W dalszej części sprawdzimy przydatność tego radiatora.
Połączenie listków wykonanych z aluminium z miedzianymi ciepłowodami jest wykonane bardzo starannie.
Patrząc z góry widzimy piękne wykończenia heat-pipe’ów. Mówi się, że „diabeł tkwi w szczegółach”. Inżynierowie Scythe mają chyba tą maksymę wywieszoną nad drzwiami swojego zakładu pracy.
Spód również wykonany bardzo estetycznie. Można zauważyć jak dokładnie połączono rurki cieplne z podstawką. Poza tym, widać też otwory do przykręcenia mocowania.
Żeby nie być gołosłownym wykonałem mały eksperyment. Podstawka pokryta niklem może pełnić rolę lustra. Nie można jednak powiedzieć żeby warstwa ta była idealna. Po pierwsze bardzo łatwo ją zarysować, a po drugie ma pewne nierówności pozostałe po fabrycznym szlifowaniu. Takie małe niedoskonałości są w pełni normalne, nie należy się tym przejmować.
Przykładamy koszyk na odpowiedni socket. Przykręcamy cztery śruby i voilà!
Może się wydawać, że pojedyncze haki są zbyt słabe. Po części się z tym zgadzam, mimo że większych kłopotów nie napotkałem. Żałuję jednak, że AMD zrezygnowało z koszyka na socket 939 (aż 6 punktów zaczepienia).
Korzystając z wagi elektronicznej postanowiłem zweryfikować informacje producenta. Radiator waży w rzeczywistości 620, a nie 640g.
Wraz z wentylatorem i jego mocowaniem Ninja waży 738g (producent podaje, że 755g).
Wentylator montuje się dość „topornie”, ale można dojść do wprawy.
Montaż w obudowie
Testy odbyły się w obudowie Antec Solo, można by się spodziewać, że montaż nie będzie zbyt prosty z uwagi na miejsce w obudowie - nic bardziej mylnego. Zamocowanie coolera na odpowiednim miejscu trwa kilka sekund. Docisk jest odpowiedni.
Wbrew pozorom zahaczenie wentylatora na Ninjy nie jest trudne.
Tutaj dość niemiła niespodzianka. Ciepłowody są dość szerokie i w przypadku Abita KN9 kolidują z pamięciami wyposażonymi w radiatory. Da się je „upchnąć”, ale to może być szkodliwe dla modułu, bo znacząco się wygina. Na szczęście nie wszystkie płyty mają gniazda pamięci tak blisko socketu. Kości można oczywiście umieścić w pozostałej parze slotów. Tylko co, jeśli mamy ich aż 4 sztuki?
Scythe Ninja Cu
Japończycy uczcili pięciolecie istnienia swojej firmy wypuszczając na rynek Ninję zbudowanego w ogromnej większości z miedzi. Nie ukrywam, że jest to produkt luksusowy i dość drogi. Obecnie za tą wersję przyjdzie nam zapłacić 219zł. Jako że inżynierowie nie musieli zbytnio oszczędzać na materiałach należy się spodziewać lepszej wydajności względem wersji aluminiowej. Tylko czy różnica prawie 100zł uwydatni się w testach?
Opakowanie jest praktycznie identyczne jak poprzednio. Kolorystyka jest nieco bardziej „miedziana” i przybyło trochę różnych znaczków i napisów. W końcu to urodzinowa wersja Ninjy.
Producent po raz kolejny zapewnia o możliwości pracy pasywnej, obok widać znaczek „quad core ready”. Ninja Al również posiada oba „odznaczenia”, więc różnic nie ma.
Tradycyjnie na jednej ze ścianek mamy zdjęcia wszystkich koszyków, dzięki którym można zamocować Ninję na socketach LGA775, 478, AM2, 939 i 754. Kilka słów o wentylatorze znajduje się poniżej.
Na tylnej części opakowania japońskie robaczki, na szczęście również w wersji angielskiej.
Mimo że prawie nic się nie zmieniło względem wersji aluminiowej pozwoliłem sobie dla przypomnienia umieścić wszystko w tabelce.
A co w środku?
Wewnątrz kartonowego pudełka znajdziemy identyczny komplet jak w przypadku aluminiowej odmiany coolera. Jest główny bohater, wentylator, pudełko z zapinkami i instrukcja.
Wentylator na pierwszy rzut oka wydaje się być identyczny.
Na odwrocie widzimy jednak, że jest to inna wersja Slip Stream’a. Oto najważniejsze dane:
W białym pudełku żadnych niespodzianek. Znajdziemy w nim wszystko, co potrzebne do montażu coolera na procesorze.
Silikonowa pasta termoprzewodząca i druciki do montażu wentylatora.
Mocowanie na socket 775 wygląda bardzo porządnie. Nie ma to jak stary dobry backplate!
Zapinka na sockety AMD wydaje się być dość niepozorna. Jest zrobiona jednak z bardzo mocnego materiału i świetnie trzyma tego kilogramowego giganta na miejscu.
Ten kawałek metalu wykorzystamy jest przy montażu na dość stary już koszyk 478 lub 775 (mocujemy wtedy do specjalnych blaszek widocznych na zdjęciu backplate’u).
Na koniec instrukcja. Tutaj również nie znajdziemy porad w języku polskim. Są za to cztery inne: niemiecki, angielski, francuski i hiszpański.
Chłodzenie z bliska
Mamy tu 23 miedziane listki oraz 6 ciepłowodów wygiętych w kształcie litery „U”, czyli "standard". Mimo że całość jest symetryczna, jak na Ninję przystało, dolny radiator ukazuje nam, w jakiej pozycji znajduje się cooler.
Jest to jedyny aluminiowy element w tej konstrukcji. Radiator w założeniu ma pomagać w rozpraszaniu ciepła z podstawki.
Łączenia na linii ciepłowód – listek są bardzo dobrze wykonane. Dzięki temu, że ciepło nie napotyka na inny materiał, transport powinien odbywać się sprawniej. Mam nadzieję, że uda mi się sprawdzić to w testach.
Patrząc od góry widzimy bardzo ładnie wykończone rurki cieplne. Wprawne oko dostrzeże też pewne różnice w rozmieszczeniu heat-pipe’ów względem aluminiowego rywala. Nad tym jednak skupimy się później, w sekcji „podobieństwa i różnice”.
Podstawka prezentuje się równie okazale jak górna część Ninjy. Rurki cieplne połączone są bardzo staranie, a sama miedziana, pokryta warstwą niklu stopka jest bliska doskonałości.
Szlif i polerowanie na najwyższym poziomie. Należy za to pochwalić firmę Scythe.
Aby przymocować odpowiedni zaczep wystarczy zakręcić cztery śrubki. Sytuacja analogiczna do wersji opisywanej wcześniej.
Może się wydawać, że ten kilogramowy potwór nie utrzyma się na takich małych „uszkach” - nic bardziej mylnego! Docisk jest bardzo dobry, a cooler ani myśli się urywać z płyty głównej.
Jeszcze tylko przymusowe ważenie. Gdyby to była walka o mistrzostwo świata to Ninja Cu walczyłby w kategorii superciężkiej. 980g to już nie przelewki (producent zawyża te dane i podaje aż 1015g), zwłaszcza że rywal ma zaledwie 620g.
Cały komplecik, który zawiśnie na koszyku przy sockecie waży aż 1132g. Mimo wszystko nie ma się czego obawiać. Japońscy inżynierowie projektując takie chłodzenie zapewne zadbali o to, by nic się nie urwało. Tego możemy być pewni.
Montaż w obudowie
Wbrew pozorom umieszczenie w obudowie jest dziecinnie łatwe, mówię jednak tylko i wyłącznie o podstawkach AMD i Intel 478. Aby schłodzić układy mocowane w sockecie 775 należy wyjąć płytę główną i zamocować backplate, później postępujemy analogicznie jak w przypadku koszyka 478.
Byłbym jednak ignorantem uważając to za minus. Wyobraźcie sobie 1kg żelastwa trzymający się na czterech push-pinach - na samą myśl ciarki przechodzą po plecach.
Na zdjęciu możemy zaobserwować, że w przypadku tego modelu nie występował problem z pamięciami. Rurki cieplne są usytuowane bliżej środka radiatora, dzięki czemu zamocowanie układów w pomarańczowych slotach nie sprawia problemu na płycie Abit KN9.
Podobieństwa i różnice
Postanowiłem poświęcić osobną stronę, aby uwydatnić różnice pomiędzy uczestnikami testu. Mimo że oba chłodzenia nazywają się „Ninja” to różnią się między sobą i nie są to różnice kosmetyczne. Kilka z nich może wpływać na wydajność konstrukcji.
Na pierwszy rzut oka ciężko coś zauważyć. Mimo wszystko rozmieszczenie ciepłowodów to ta najbardziej widoczna zmiana. Może ona mieć znaczący wpływ w przewodzeniu, a co za tym idzie oddawaniu ciepła.
Parę zmian dokonano. Rurki cieplne zostały od siebie odsunięte i przybliżone do środka radiatora. Dzięki temu zabiegowi powierzchnia listków powinna być lepiej zagospodarowana w wersji miedzianej.
Na tym zdjęciu pokazałem dość trudną do wychwycenia różnicę. Jest to łącznie blaszek z rurkami cieplnymi. W wersji aluminiowej nie występują nacięcia. Niestety stwierdzenie czy jest to wynik zastosowanego materiału czy chęć polepszenia styku w modelu z miedzi jest raczej niemożliwe.
Jako że radiatory prezentują inne „kategorie wagowe” niezbędne było zastosowanie innego zaczepu. W wersji miedzianej jest on wykonany z solidniejszej blachy niż w modelu aluminiowym, przez co docisk jest odrobinę lepszy.
Spody coolerów mają inne wymiary. Różnicę widać jak na dłoni - myślę, że nie wymaga to więcej komentarza. Dodam tylko, że w obu przypadkach można mówić o bardzo gładkiej powierzchni i pod tym względem różnic nie odnotowałem.
Testy
W testach skupiłem się na temperaturach. Od dawna trwają na forach gorące dyskusje na temat wyższości miedzi nad aluminium (bądź odwrotnie). Dwa coolery firmy Scythe biorące udział w teście nadają się bardzo dobrze, żeby porównać oba te materiały. Oczywiście niemożliwym jest uzyskanie odpowiedzi całkowicie jednoznacznej, ponieważ na wyniki mają wpływ różne czynniki, jak chociażby grubość warstwy pasty termoprzewodzącej czy sposób mocowania. Dołożyłem wszelkich starań, aby wyeliminować niepotrzebne różnice. Pora zobaczyć jednak, z czym przyszło się zmierzyć naszym zawodnikom.
Redakcyjny procesor Athlon X2 3600+, oczywiście na potrzeby testów podszywał się on pod kilka innych modeli. W punktach przedstawię spis ustawień, jakie stosowałem w testach.
Oto ich wykaz:
1. 2GHz 1,25V pasywnie - taktowanie procesora to 2GHz, pracował on na napięciu 1,25V (standardowe), w obudowie pracował tylko jeden wentylator (w zasilaczu).
2. 2,5GHz 1,3V - taktowanie procesora to 2,5GHz, pracował on na napięciu 1,3V, w obudowie pracowały trzy wentylatory (oprócz tego w zasilaczu), wszystkie ustawione na średnie obroty: Fander 120mm na tyle, Noiseblocker XE1 na przedzie, Scythe SlipStream 1200RPM na Ninjy.
3. 2,5GHz 1,3V pasywnie - sytuacja analogiczna do w/w z tą różnicą, że Ninja pracował pasywnie
4. 2,8GHz 1,375V - taktowanie procesora to 2,8GHz, pracował on na napięciu 1,375V, w obudowie pracowały trzy wentylatory (oprócz tego w zasilaczu): Fander 120mm na tyle (średnie obroty), Noiseblocker XE1 na przedzie (średnie obroty), Scythe SlipStream 1200RPM na Ninjy (maksymalne obroty).
5. 2,8GHz 1,5V - taktowanie procesora to 2,8GHz, pracował on na napięciu 1,5V, w obudowie pracowały trzy wentylatory (oprócz tego w zasilaczu): Fander 120mm na tyle (średnie obroty), Noiseblocker XE1 na przedzie (średnie obroty), Antec TriCool 120mm na Ninjy (maksymalne obroty).
Na koniec dość istotna informacja. Na procesor nakładałem pastą Zalman STG1. Zasadniczo ma ona dwie zalety:
* łatwo jest nałożyć taką samą warstwę pasty kilkukrotnie (powtarzalność)
* pasta bardzo szybko osiąga swoje właściwości i nie potrzebuje wygrzewania (nie wypacza dzięki temu wyników)
Wydajność
Po zamontowaniu coolera na płycie głównej przez pół godziny komputer pozostawał w stanie spoczynku. Następnie przez 30 minut obciążałem go programem SP2004 (Orthos) uruchomionym dwukrotnie. Po tym czasie odczytywałem temperaturę w programie Everest. Następnie odkręcałem bok obudowy i mierzyłem, przy pomocy pirometru, temperatury pierwszego od góry, a także tego usytuowanego najbliżej płyty głównej listka Ninjy. Po wykonaniu pomiarów zmieniałem ustawienia procesora, pozostawiałem go przez pół godziny „w spokoju” i ponownie przystępowałem do pomiarów.
Pozostaje jeszcze wspomnieć o małym radiatorze przy podstawce. Wcześniej pisałem, że jest on raczej nieprzydatny. Mogę to potwierdzić tym, że przy wszystkich testach temperatura tego kawałka metalu była bliska 23 stopniom Celsjusza. Umieszczanie wyników na wykresie nie miało najmniejszego sensu. Przejdźmy zatem do pozostałych testów.
Na pierwszy ogień wyniki z programu Everest.
W stanie spoczynku różnice są marginalne. Choć miedziany Ninja wygrywa w obu porównaniach. Zobaczmy jak sprawa wygląda pod obciążeniem.
Ninja Cu uzyskał wyraźną przewagę w każdym z testów. Najbardziej wyraźna jest ona w przypadku ostatniego porównania, kiedy procesor grzał się już bardzo mocno. 16 stopni Celsjusza przewagi to istny knock out! W pozostałych ustawieniach aluminiowa wersja dzielnie trzyma się „o krok” za droższym rywalem. Pozytywnie zaskakuje mała różnica w pierwszym z ustawień (brak przewiewu w obudowie). Potwierdza to, że oba coolery były tworzone właśnie z myślą o pracy pasywnej.
Teraz zobaczmy pomiary wykonane pirometrem na skrajnych blaszkach radiatorów.
Niestety ciężko cokolwiek wywnioskować patrząc na taki układ wyników, postanowiłem go trochę uprościć.
Zakładając, że mniejsza różnica pomiędzy temperaturami na blaszkach jest wynikiem lepszego transportu ciepła ku górze, stwierdzam, że miedziany Ninja zwycięża w 3 na 5 testów. Należy jednak rozgraniczyć test gdzie procesor grzał się najbardziej. Dobry wynik, jaki uzyskał tutaj aluminiowy Ninja nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości.
Na największą uwagę zasługuje moim zdaniem ustawienie drugie (2,5GHz 1,3V pasywnie). Widać tutaj doskonale jak świetnie radzi sobie z transportem ciepła ku górze Ninja Cu. W przypadku testu bez wentylatorów (2GHz 1,25V pasywnie) ten model również prezentuje się lepiej.
Wnioski, jakie płyną z tych wyników dla nas miłośników ciszy są dość proste. Miedź do chłodzenia pasywnego nadaje się idealnie. Nie oznacza to oczywiście, że aluminiowo-miedziane coolery nie sprawdzą się. Są po prostu słabsze. Cena rekompensuje jednak te kilka stopni Celsjusza.
Głośność
Testy polegały na porównaniu wentylatora dołączonego do aluminiowej wersji Ninjy ze znanym większości z nas Fanderem. Użyłem wersji 1200RPM coolera Scythe Slip Stream z racji, że jest jej zdecydowanie bliżej do Fandera (1400RPM). „Śmigło” dołączone do wersji miedzianej, które ma obroty maksymalne na poziomie 800 obrotów na minutę nie różni się poza tym niczym innym. Łożysko pracuje dokładnie tak samo.
Wentylatory porównałem w trzech trybach pracy: minimalny, średni i maksymalny. Na wykresie widzimy dość „dziwne” wartości napięć. Niestety panel Akasa Junior, którym się posłużyłem pracuje tylko w takim zakresie. Różnice przy pracy na 12 czy 5V nie będą odczuwalne.
Wyniki mogą trochę dziwić. Na początek jednak opiszę swoje własne odczucia po odsłuchu pracy łożyska. Slip Stream bardzo mnie zaskoczył - jego praca jest na najwyższym poziomie. Nie ukrywam, że porównanie z łożyskiem Fandera wypadło na korzyść wentylatora Scythe. Oczywiście różnice są marginalne i nie da się ich odczuć w normalnej pracy. Z kilku centymetrów słychać bardzo miły dla ucha basowy, równy i szybki terkot (podobny do tego w Fanderze) dość charakterystyczny dla wentylatorów ślizgowych. Oczywiście z większej odległości nie słychać już nic, jest tylko idealna, równa i przyjemna dla ucha praca łożyska. Na uwagę zasługuje też fakt, że Slip Stream pracował doskonale we wszystkich płaszczyznach.
Analiza poziomu decybeli jest jednak nieco zaskakująca. Przypominam, że Slip Stream ma obroty maksymalne na poziomie 1200RPM, Fander kręci się o 200 razy na minutę szybciej. Praca łożyska nie mogła wpłynąć na wyniki, bo była niemal idealna, dlaczego zatem Scythe przegrywa?
Moim zdaniem wynika to z faktu, że japońskie „śmigło” posiada aż 9 łopatek, polski produkt ma ich siedem. Nie bez znaczenia jest tez wielkość pokrywy łożyska. W Fanderze jest ona zauważalnie większa, przez co powierzchnia pracy łopatek zmniejsza się. Dzięki temu Slip Stream jest wydajniejszy niż Fander. Hałas powodowany przez większą ilość przelatującego powietrza jest jednak większy, mimo mniejszych obrotów. Mówi się, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Wystarczy przecież spowolnić wentylator Scythe i cieszyć się ciszą i dobrą wydajnością.
Na koniec dodam jeszcze, że programowe sterowanie obrotami Slip Stream’a było niemożliwe. Oczywiście włączenie automatycznej kontroli obrotów wentylatora z poziomu BIOSu zaowocowało płynna regulacją. Nie miałem na nią jednak wpływu. Jako że dysponuję tylko jedną płytą główną nie jestem w stanie stwierdzić czy wina leży po stronie mojego Abita KN9, czy też wentylatora.
Podsumowanie
Ninja w wersji aluminiowej zaprezentował się bardzo dobrze. Trzeba przyznać, że rywal był wymagający. Chłodzenie ma wiele zalet. Radzi sobie z pracą pasywną nawet po podkręceniu procesora. Wykonanie stoi na najwyższym poziomie. Jedyne, do czego można się doczepić to nieszczęsne push-piny na socket 775. Mogą być one przyczyną słabego docisku radiatora. I to chyba jedyna większa wada tego coolera. Na koniec dodam jeszcze, że w zestawie otrzymujemy genialny wentylator. Żaden cicholub nie powstydziłby się tego „śmigła”. Moim zdaniem Ninja Alu do chłodzenia pasywnego średniej klasy procesorów (nawet po podkręceniu) nadaje się wyśmienicie. Gorąco polecam.
Scythe uczciło swoje pięciolecie istnienia całkiem ciekawą odmianą popularnego „wojownika cienia”. Miedziany radiator spisuje się wyśmienicie! Wydajność jest na bardzo wysokim poziomie, ciężko tu zarzucić cokolwiek. Temperatury w najbardziej wymagającym trybie mówią same za siebie. Uważam, że zakup tej wersji to doskonałe rozwiązanie, dla osób poszukujących coolera do pracy pasywnej oraz wydajnej konstrukcji do ekstremalnego podkręcania. Wykonanie stoi oczywiście na bardzo wysokim poziomie. Dodatkowo, wentylator dodawany w zestawie (wersja 800rpm) jest cichy nawet na maksymalnych obrotach. Wiadomo, że wydajność jest wtedy niższa niż w przypadku wersji szybszej, dołączonej do Ninjy aluminiowej, ale przecież nic nie stoi na przeszkodzie, aby zamontować wydajniejsze „śmigło” w razie potrzeby.
Cena jest dość wysoka, choć mogę stwierdzić, że każda wydana złotówka jest warta tego coolera. Bardzo dobre wykonanie oraz wyniki, dodatkowo cichy wentylator w zestawie.
Miedź i aluminium mogą współistnieć głównie dzięki temu, że każdy z tych metali posiada zalety, których „rywal” nie ma. Cuprum (łacińska nazwa pierwiastka miedzi) ma gęstość 8920 kg/m3 i przewodność cieplną na poziomie 401 W/(m*K). Glin, (czyli pierwiastek potocznie zwany aluminium) przegrywa w obu tych porównaniach. Jego gęstość wynosi „tylko” 2700 kg/m3, zaś przewodność cieplna 237 W/(m*K). Tutaj pojawia się pytanie. Dlaczego miedź nie wyparła jeszcze aluminium z rynku coolerów? Odpowiedź znajdziemy w najnowszych notowaniach. Na Londyńskiej Giełdzie Metali za tonę czerwonego surowca należy zapłacić 7345 dolarów! Tona glinu kosztuje „jedynie” 2676 dolarów. Dodatkową zaletą tańszego z materiałów jest jego dostępność, wszak to trzeci najczęściej występujący pierwiastek na Ziemi! Widzimy teraz, że sprawa nie jest tak prosta jakby się mogło wydawać.
Wypada jednak zadać pytanie, dlaczego faworyzuję miedź. Przecież niejednokrotnie można się spotkać z opiniami, że to aluminium szybciej oddaje ciepło i dlatego stosuje się go w budowie radiatorów. Przyznam, że kwestia ta jest bardzo dyskusyjna. Mimo wszystko niezaprzeczalnym faktem jest to, że przewodność cieplna to czynnik kluczowy. Zacznijmy jednak od początku. Istota chłodzenia źródeł ciepła (np. procesor, układ graficzny, chipset itd.) polega w gruncie rzeczy na przekazywaniu ciepła do radiatora. Transport ten odbywa się tym szybciej im większa różnica temperatur jest między tymi ciałami. Wniosek jest więc taki, że im zimniejszy jest radiator tym lepiej będzie chłodził. Zakładam, że procesor ma cały czas taką samą temperaturę. W tym momencie pojawia się wielkość zwana pojemnością cieplną. Jest to stosunek ilości ciepła dostarczonego (w tym przypadku do radiatora) do odpowiadającego mu przyrostu temperatury. Oczywiście każdy materiał ma inną pojemność cieplną. Możemy ją obliczyć mnożąc wagę substancji i jej ciepło właściwe. Teraz trochę fizyki. Porównujemy dwa kawałki miedzi i aluminium o objętości 1m sześciennego. Oczywiście mają one zupełnie inną masę i inne ciepło właściwe. Z prostego mnożenia otrzymujemy pojemność cieplną miedzi równą 3389600 J/K i 2430000 J/K dla aluminium. Większa pojemność cieplna oznacza, że metal nagrzeje się o mniej stopni, podczas gdy ciepło dostarczone do niego będzie takie samo. Potwierdza się więc wyższość miedzi nad aluminium jeśli idzie o chłodzenie. Muszę jednak zaznaczyć, że po długotrwałym nagrzewaniu, w sytuacji, kiedy nie ma dostępu do świeżego powietrza różnica ta zatrze się. Radiator nie będzie mógł oddać nagromadzonego ciepła bo nie wystąpi różnica temperatur z otoczeniem. Jest to jednak sytuacja ekstremalna, wątpię żeby komukolwiek udało się ją osiągnąć u siebie. Zakładam więc że u nas występuje przewiew.
Pozostaje teraz odnaleźć złoty środek pomiędzy wydajnością a ceną. Właśnie pod tym kątem postaram się dziś przyjrzeć testowanym coolerom.
Przedstawienie zawodników
Ninja - ta nazwa znana jest każdemu. Już jako dzieci słyszeliśmy o „wojownikach cienia”. Potrafili oni niepostrzeżenie zakradać się do ofiary i mordować w sposób bezszelestny. Umieli też niezauważeni pojawiać się i znikać. Nieprzypadkowo japońska firma Scythe nadała swej najpopularniejszej rodzinie coolerów tę nazwę. Ninja jest wszakże przeznaczony do chłodzenia procesorów w sposób bezgłośny. Czy jest jakiś cichofil, który o nim nie słyszał?
Zasadniczo wyróżniamy dwie wersje tego produktu, miedzianą i aluminiową. Z tą ostatnią jest jednak pewien kłopot. Od kiedy Ninja pojawił się na rynku powstało kilka odmian jego pierwotnej wersji. Początkowo chłodzenie to nie wspierało platformy AM2, posiadało jednak za to bardzo dobre mocowanie na socket LGA 775 (backplate + zapinki). Później nastała era wersji Plus Revision B. Wraz z wprowadzeniem jej na rynek kłopoty posiadaczy platformy AM2 skończyły się, za to użytkownicy pozbawionych nóżek procesorów Intela zadrżeli za sprawą popularnych już dzisiaj push-pinów, niestety niezapewniających tak dobrego docisku jak zapinka we wcześniejszej wersji coolera. Wszystkie wersje tego chłodzenia nie są przeznaczone do zamocowania na Socket A.
Niedawno Scythe zdecydowało się też na „upiększenie” podstawki aluminiowej wersji „wojownika cienia” dodając nań warstwę niklu. Podsumowując, w sklepach można było nabyć trzy różne wersje tego samego coolera, a od niedawna mamy też do dyspozycji Ninję „jubileuszowego” zbudowanego w większości z miedzi.

Źródło: silentworks.pl
Do testów użyłem najnowszej wersji aluminiowej odmiany coolera Ninja, takiej, jaką można nabyć obecnie w sklepach. Na dzień dzisiejszy cena tego „cacka” kształtuje się na poziomie 139zł. Przyjrzyjmy mu się w końcu z bliska.
Pudełko jest dość spore. Wygląda ciekawie i przyciąga wzrok. Mnóstwo na nim nadruków i japońskich „robaczków”, ale najważniejsze dane odnajdziemy bez trudu.
Nie jest nowością, że Ninja został stworzony do pasywnej pracy. Jak się sprawuje w takiej sytuacji zobaczymy w testach.
Na jednym z boków pudełka mamy wykaz podstawek, na które da się zamontować Ninję. Poniżej podstawowe dane dołączonego do zestawu wentylatora.
Po drugiej stronie prócz kilku zdjęć znajdziemy tabelkę z najważniejszymi informacjami. Całość jest w językach: angielskim, francuskim, niemieckim, hiszpańskim i oczywiście japońskim.
Na tym ujęciu przedstawiłem najistotniejsze dane dotyczące Ninjy. Są one również umieszczone w tabelce ze specyfikacją techniczną.
| Wymiary | 110 (szerokość) x 110 (długość) x 150mm (wysokość) |
| Wentylator | Scythe SlipStream (SY1225SL12M) |
| Waga | 640g (radiator), 115g (wentylator) - dokładne pomiary w teście |
| Ilość rurek cieplnych | 6 (wygięte w literę U, czyli efektywnie 12 heatpipe’ów) |
| Kompatybilność | Intel: 478, LGA 775 oraz AMD: 754, 939, 940, AM2 |
A co w środku?
Pod wieczkiem jest dość ciasno. W środku znajdziemy kolejno: wentylator 120mm, radiator Scythe Ninja oraz pudełko z zapinkami i innymi dodatkami.
Chłodzenie robi duże wrażenie swoimi rozmiarami zwłaszcza, jeśli ktoś ma z nim kontakt po raz pierwszy.
Czas na Scythe Slip Stream. Wentylator posiada aż 9 łopatek. Zobaczymy jak to wpłynie na pomiary głośności.
Na naklejce kilka istotnych informacji. Umieściłem je w tabelce.
| Producent | Scythe |
| Model | SY1225SL12M |
| Nazwa handlowa | Slip Stream |
| Napięcie robocze | 12V |
| Maksymalne natężenie | 0,30A |
| Maksymalny pobór mocy | 3,6W |
| Maksymalne RPM | 1200 |
| Typ łożyska | ślizgowe |
| Wymiary | 120 x 120 x 25mm |
| Wydajność | 68,54 CFM |
Czas poznać zawartość tajemniczego pudełka. Widzimy mocowania na większość obecnie stosowanych socketów.
Jest też grudka silikonowej pasty termoprzewodzącej, komplet drucików do mocowania wentylatora 120mm oraz zestaw śrubek do przykręcenia odpowiedniego koszyka.
Zbliżenie na mocowanie socketu LGA 775 firmy Intel. Widoczne na zdjęciu push-piny są dość nietrwałe. We wcześniejszej wersji Ninjy zamiast tego dołączano backplate i solidne haczyki, dzięki czemu ciężki i duży radiator trzymał się płyty głównej bardzo mocno i nie było mowy o słabym docisku.
Ten koszyk również pojawił się stosunkowo niedawno w pudełku Ninjy. To uniwersalne mocowanie na socket AM2, 939, 940 i 754.
O nieco już archaicznym gnieździe 478 Intela, firma Scythe też nie zapomniała.
Na koniec instrukcja obsługi. Próżno szukać w niej języka polskiego. Są za to angielski, francuski i niemiecki. Brak polskiego powinny jednak zrekompensować czytelne obrazki.
Chłodzenie z bliska
Radiator jest zbudowany z 23 aluminiowych lisków i 6 rurek cieplnych wygiętych w kształcie litery U (efektywnie daje nam to aż 12 ciepłowodów). Na spodzie, powyżej podstawki widzimy nieduży aluminiowy radiator, ma on wspomóc odbieranie ciepła z podstawki.
Mimo że Ninja jest symetryczny, listki radiatora przy podstawce zdradzają pewne różnice. Ogólnie rzecz biorąc nie ma znaczenia, którą strona zamontujemy Ninję w odbudowie.
W dalszej części sprawdzimy przydatność tego radiatora.
Połączenie listków wykonanych z aluminium z miedzianymi ciepłowodami jest wykonane bardzo starannie.
Patrząc z góry widzimy piękne wykończenia heat-pipe’ów. Mówi się, że „diabeł tkwi w szczegółach”. Inżynierowie Scythe mają chyba tą maksymę wywieszoną nad drzwiami swojego zakładu pracy.
Spód również wykonany bardzo estetycznie. Można zauważyć jak dokładnie połączono rurki cieplne z podstawką. Poza tym, widać też otwory do przykręcenia mocowania.
Żeby nie być gołosłownym wykonałem mały eksperyment. Podstawka pokryta niklem może pełnić rolę lustra. Nie można jednak powiedzieć żeby warstwa ta była idealna. Po pierwsze bardzo łatwo ją zarysować, a po drugie ma pewne nierówności pozostałe po fabrycznym szlifowaniu. Takie małe niedoskonałości są w pełni normalne, nie należy się tym przejmować.
Przykładamy koszyk na odpowiedni socket. Przykręcamy cztery śruby i voilà!
Może się wydawać, że pojedyncze haki są zbyt słabe. Po części się z tym zgadzam, mimo że większych kłopotów nie napotkałem. Żałuję jednak, że AMD zrezygnowało z koszyka na socket 939 (aż 6 punktów zaczepienia).
Korzystając z wagi elektronicznej postanowiłem zweryfikować informacje producenta. Radiator waży w rzeczywistości 620, a nie 640g.
Wraz z wentylatorem i jego mocowaniem Ninja waży 738g (producent podaje, że 755g).
Wentylator montuje się dość „topornie”, ale można dojść do wprawy.
Montaż w obudowie
Testy odbyły się w obudowie Antec Solo, można by się spodziewać, że montaż nie będzie zbyt prosty z uwagi na miejsce w obudowie - nic bardziej mylnego. Zamocowanie coolera na odpowiednim miejscu trwa kilka sekund. Docisk jest odpowiedni.
Wbrew pozorom zahaczenie wentylatora na Ninjy nie jest trudne.
Tutaj dość niemiła niespodzianka. Ciepłowody są dość szerokie i w przypadku Abita KN9 kolidują z pamięciami wyposażonymi w radiatory. Da się je „upchnąć”, ale to może być szkodliwe dla modułu, bo znacząco się wygina. Na szczęście nie wszystkie płyty mają gniazda pamięci tak blisko socketu. Kości można oczywiście umieścić w pozostałej parze slotów. Tylko co, jeśli mamy ich aż 4 sztuki?

Źródło: silentworks.pl
Japończycy uczcili pięciolecie istnienia swojej firmy wypuszczając na rynek Ninję zbudowanego w ogromnej większości z miedzi. Nie ukrywam, że jest to produkt luksusowy i dość drogi. Obecnie za tą wersję przyjdzie nam zapłacić 219zł. Jako że inżynierowie nie musieli zbytnio oszczędzać na materiałach należy się spodziewać lepszej wydajności względem wersji aluminiowej. Tylko czy różnica prawie 100zł uwydatni się w testach?
Opakowanie jest praktycznie identyczne jak poprzednio. Kolorystyka jest nieco bardziej „miedziana” i przybyło trochę różnych znaczków i napisów. W końcu to urodzinowa wersja Ninjy.
Producent po raz kolejny zapewnia o możliwości pracy pasywnej, obok widać znaczek „quad core ready”. Ninja Al również posiada oba „odznaczenia”, więc różnic nie ma.
Tradycyjnie na jednej ze ścianek mamy zdjęcia wszystkich koszyków, dzięki którym można zamocować Ninję na socketach LGA775, 478, AM2, 939 i 754. Kilka słów o wentylatorze znajduje się poniżej.
Na tylnej części opakowania japońskie robaczki, na szczęście również w wersji angielskiej.
Mimo że prawie nic się nie zmieniło względem wersji aluminiowej pozwoliłem sobie dla przypomnienia umieścić wszystko w tabelce.
| Wymiary | 110 (szerokość) x 110 (długość) x 150mm (wysokość) |
| Wentylator | Scythe SlipStream (SY1225SL12L) |
| Waga | 1015g (radiator), 115g (wentylator) - dokładne pomiary w teście |
| Ilość rurek cieplnych | 6 (wygięte w literę U, czyli efektywnie 12 heatpipe’ów) |
| Kompatybilność | Intel: 478, LGA 775 oraz AMD: 754, 939, 940, AM2 |
A co w środku?
Wewnątrz kartonowego pudełka znajdziemy identyczny komplet jak w przypadku aluminiowej odmiany coolera. Jest główny bohater, wentylator, pudełko z zapinkami i instrukcja.
Wentylator na pierwszy rzut oka wydaje się być identyczny.
Na odwrocie widzimy jednak, że jest to inna wersja Slip Stream’a. Oto najważniejsze dane:
| Producent | Scythe |
| Model | SY1225SL12L |
| Nazwa handlowa | Slip Stream |
| Napięcie robocze | 12V |
| Maksymalne natężenie | 0,10A |
| Maksymalny pobór mocy | 1,2W |
| Maksymalne RPM | 800 |
| Typ łożyska | ślizgowe |
| Wymiary | 120 x 120 x 25mm |
| Wydajność | 40,17 CFM |
W białym pudełku żadnych niespodzianek. Znajdziemy w nim wszystko, co potrzebne do montażu coolera na procesorze.
Silikonowa pasta termoprzewodząca i druciki do montażu wentylatora.
Mocowanie na socket 775 wygląda bardzo porządnie. Nie ma to jak stary dobry backplate!
Zapinka na sockety AMD wydaje się być dość niepozorna. Jest zrobiona jednak z bardzo mocnego materiału i świetnie trzyma tego kilogramowego giganta na miejscu.
Ten kawałek metalu wykorzystamy jest przy montażu na dość stary już koszyk 478 lub 775 (mocujemy wtedy do specjalnych blaszek widocznych na zdjęciu backplate’u).
Na koniec instrukcja. Tutaj również nie znajdziemy porad w języku polskim. Są za to cztery inne: niemiecki, angielski, francuski i hiszpański.
Chłodzenie z bliska
Mamy tu 23 miedziane listki oraz 6 ciepłowodów wygiętych w kształcie litery „U”, czyli "standard". Mimo że całość jest symetryczna, jak na Ninję przystało, dolny radiator ukazuje nam, w jakiej pozycji znajduje się cooler.
Jest to jedyny aluminiowy element w tej konstrukcji. Radiator w założeniu ma pomagać w rozpraszaniu ciepła z podstawki.
Łączenia na linii ciepłowód – listek są bardzo dobrze wykonane. Dzięki temu, że ciepło nie napotyka na inny materiał, transport powinien odbywać się sprawniej. Mam nadzieję, że uda mi się sprawdzić to w testach.
Patrząc od góry widzimy bardzo ładnie wykończone rurki cieplne. Wprawne oko dostrzeże też pewne różnice w rozmieszczeniu heat-pipe’ów względem aluminiowego rywala. Nad tym jednak skupimy się później, w sekcji „podobieństwa i różnice”.
Podstawka prezentuje się równie okazale jak górna część Ninjy. Rurki cieplne połączone są bardzo staranie, a sama miedziana, pokryta warstwą niklu stopka jest bliska doskonałości.
Szlif i polerowanie na najwyższym poziomie. Należy za to pochwalić firmę Scythe.
Aby przymocować odpowiedni zaczep wystarczy zakręcić cztery śrubki. Sytuacja analogiczna do wersji opisywanej wcześniej.
Może się wydawać, że ten kilogramowy potwór nie utrzyma się na takich małych „uszkach” - nic bardziej mylnego! Docisk jest bardzo dobry, a cooler ani myśli się urywać z płyty głównej.
Jeszcze tylko przymusowe ważenie. Gdyby to była walka o mistrzostwo świata to Ninja Cu walczyłby w kategorii superciężkiej. 980g to już nie przelewki (producent zawyża te dane i podaje aż 1015g), zwłaszcza że rywal ma zaledwie 620g.
Cały komplecik, który zawiśnie na koszyku przy sockecie waży aż 1132g. Mimo wszystko nie ma się czego obawiać. Japońscy inżynierowie projektując takie chłodzenie zapewne zadbali o to, by nic się nie urwało. Tego możemy być pewni.
Montaż w obudowie
Wbrew pozorom umieszczenie w obudowie jest dziecinnie łatwe, mówię jednak tylko i wyłącznie o podstawkach AMD i Intel 478. Aby schłodzić układy mocowane w sockecie 775 należy wyjąć płytę główną i zamocować backplate, później postępujemy analogicznie jak w przypadku koszyka 478.
Byłbym jednak ignorantem uważając to za minus. Wyobraźcie sobie 1kg żelastwa trzymający się na czterech push-pinach - na samą myśl ciarki przechodzą po plecach.
Na zdjęciu możemy zaobserwować, że w przypadku tego modelu nie występował problem z pamięciami. Rurki cieplne są usytuowane bliżej środka radiatora, dzięki czemu zamocowanie układów w pomarańczowych slotach nie sprawia problemu na płycie Abit KN9.
Podobieństwa i różnice
Postanowiłem poświęcić osobną stronę, aby uwydatnić różnice pomiędzy uczestnikami testu. Mimo że oba chłodzenia nazywają się „Ninja” to różnią się między sobą i nie są to różnice kosmetyczne. Kilka z nich może wpływać na wydajność konstrukcji.
Na pierwszy rzut oka ciężko coś zauważyć. Mimo wszystko rozmieszczenie ciepłowodów to ta najbardziej widoczna zmiana. Może ona mieć znaczący wpływ w przewodzeniu, a co za tym idzie oddawaniu ciepła.
Parę zmian dokonano. Rurki cieplne zostały od siebie odsunięte i przybliżone do środka radiatora. Dzięki temu zabiegowi powierzchnia listków powinna być lepiej zagospodarowana w wersji miedzianej.
Na tym zdjęciu pokazałem dość trudną do wychwycenia różnicę. Jest to łącznie blaszek z rurkami cieplnymi. W wersji aluminiowej nie występują nacięcia. Niestety stwierdzenie czy jest to wynik zastosowanego materiału czy chęć polepszenia styku w modelu z miedzi jest raczej niemożliwe.
Jako że radiatory prezentują inne „kategorie wagowe” niezbędne było zastosowanie innego zaczepu. W wersji miedzianej jest on wykonany z solidniejszej blachy niż w modelu aluminiowym, przez co docisk jest odrobinę lepszy.
Spody coolerów mają inne wymiary. Różnicę widać jak na dłoni - myślę, że nie wymaga to więcej komentarza. Dodam tylko, że w obu przypadkach można mówić o bardzo gładkiej powierzchni i pod tym względem różnic nie odnotowałem.
Testy
W testach skupiłem się na temperaturach. Od dawna trwają na forach gorące dyskusje na temat wyższości miedzi nad aluminium (bądź odwrotnie). Dwa coolery firmy Scythe biorące udział w teście nadają się bardzo dobrze, żeby porównać oba te materiały. Oczywiście niemożliwym jest uzyskanie odpowiedzi całkowicie jednoznacznej, ponieważ na wyniki mają wpływ różne czynniki, jak chociażby grubość warstwy pasty termoprzewodzącej czy sposób mocowania. Dołożyłem wszelkich starań, aby wyeliminować niepotrzebne różnice. Pora zobaczyć jednak, z czym przyszło się zmierzyć naszym zawodnikom.
Redakcyjny procesor Athlon X2 3600+, oczywiście na potrzeby testów podszywał się on pod kilka innych modeli. W punktach przedstawię spis ustawień, jakie stosowałem w testach.
Oto ich wykaz:
1. 2GHz 1,25V pasywnie - taktowanie procesora to 2GHz, pracował on na napięciu 1,25V (standardowe), w obudowie pracował tylko jeden wentylator (w zasilaczu).
2. 2,5GHz 1,3V - taktowanie procesora to 2,5GHz, pracował on na napięciu 1,3V, w obudowie pracowały trzy wentylatory (oprócz tego w zasilaczu), wszystkie ustawione na średnie obroty: Fander 120mm na tyle, Noiseblocker XE1 na przedzie, Scythe SlipStream 1200RPM na Ninjy.
3. 2,5GHz 1,3V pasywnie - sytuacja analogiczna do w/w z tą różnicą, że Ninja pracował pasywnie
4. 2,8GHz 1,375V - taktowanie procesora to 2,8GHz, pracował on na napięciu 1,375V, w obudowie pracowały trzy wentylatory (oprócz tego w zasilaczu): Fander 120mm na tyle (średnie obroty), Noiseblocker XE1 na przedzie (średnie obroty), Scythe SlipStream 1200RPM na Ninjy (maksymalne obroty).
5. 2,8GHz 1,5V - taktowanie procesora to 2,8GHz, pracował on na napięciu 1,5V, w obudowie pracowały trzy wentylatory (oprócz tego w zasilaczu): Fander 120mm na tyle (średnie obroty), Noiseblocker XE1 na przedzie (średnie obroty), Antec TriCool 120mm na Ninjy (maksymalne obroty).
Na koniec dość istotna informacja. Na procesor nakładałem pastą Zalman STG1. Zasadniczo ma ona dwie zalety:
* łatwo jest nałożyć taką samą warstwę pasty kilkukrotnie (powtarzalność)
* pasta bardzo szybko osiąga swoje właściwości i nie potrzebuje wygrzewania (nie wypacza dzięki temu wyników)
Wydajność
Po zamontowaniu coolera na płycie głównej przez pół godziny komputer pozostawał w stanie spoczynku. Następnie przez 30 minut obciążałem go programem SP2004 (Orthos) uruchomionym dwukrotnie. Po tym czasie odczytywałem temperaturę w programie Everest. Następnie odkręcałem bok obudowy i mierzyłem, przy pomocy pirometru, temperatury pierwszego od góry, a także tego usytuowanego najbliżej płyty głównej listka Ninjy. Po wykonaniu pomiarów zmieniałem ustawienia procesora, pozostawiałem go przez pół godziny „w spokoju” i ponownie przystępowałem do pomiarów.
Pozostaje jeszcze wspomnieć o małym radiatorze przy podstawce. Wcześniej pisałem, że jest on raczej nieprzydatny. Mogę to potwierdzić tym, że przy wszystkich testach temperatura tego kawałka metalu była bliska 23 stopniom Celsjusza. Umieszczanie wyników na wykresie nie miało najmniejszego sensu. Przejdźmy zatem do pozostałych testów.
Na pierwszy ogień wyniki z programu Everest.

Źródło: silentworks.pl
W stanie spoczynku różnice są marginalne. Choć miedziany Ninja wygrywa w obu porównaniach. Zobaczmy jak sprawa wygląda pod obciążeniem.

Źródło: silentworks.pl
Ninja Cu uzyskał wyraźną przewagę w każdym z testów. Najbardziej wyraźna jest ona w przypadku ostatniego porównania, kiedy procesor grzał się już bardzo mocno. 16 stopni Celsjusza przewagi to istny knock out! W pozostałych ustawieniach aluminiowa wersja dzielnie trzyma się „o krok” za droższym rywalem. Pozytywnie zaskakuje mała różnica w pierwszym z ustawień (brak przewiewu w obudowie). Potwierdza to, że oba coolery były tworzone właśnie z myślą o pracy pasywnej.
Teraz zobaczmy pomiary wykonane pirometrem na skrajnych blaszkach radiatorów.

Źródło: silentworks.pl
Niestety ciężko cokolwiek wywnioskować patrząc na taki układ wyników, postanowiłem go trochę uprościć.

Źródło: silentworks.pl
Zakładając, że mniejsza różnica pomiędzy temperaturami na blaszkach jest wynikiem lepszego transportu ciepła ku górze, stwierdzam, że miedziany Ninja zwycięża w 3 na 5 testów. Należy jednak rozgraniczyć test gdzie procesor grzał się najbardziej. Dobry wynik, jaki uzyskał tutaj aluminiowy Ninja nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości.
Na największą uwagę zasługuje moim zdaniem ustawienie drugie (2,5GHz 1,3V pasywnie). Widać tutaj doskonale jak świetnie radzi sobie z transportem ciepła ku górze Ninja Cu. W przypadku testu bez wentylatorów (2GHz 1,25V pasywnie) ten model również prezentuje się lepiej.
Wnioski, jakie płyną z tych wyników dla nas miłośników ciszy są dość proste. Miedź do chłodzenia pasywnego nadaje się idealnie. Nie oznacza to oczywiście, że aluminiowo-miedziane coolery nie sprawdzą się. Są po prostu słabsze. Cena rekompensuje jednak te kilka stopni Celsjusza.
Głośność
Testy polegały na porównaniu wentylatora dołączonego do aluminiowej wersji Ninjy ze znanym większości z nas Fanderem. Użyłem wersji 1200RPM coolera Scythe Slip Stream z racji, że jest jej zdecydowanie bliżej do Fandera (1400RPM). „Śmigło” dołączone do wersji miedzianej, które ma obroty maksymalne na poziomie 800 obrotów na minutę nie różni się poza tym niczym innym. Łożysko pracuje dokładnie tak samo.
Wentylatory porównałem w trzech trybach pracy: minimalny, średni i maksymalny. Na wykresie widzimy dość „dziwne” wartości napięć. Niestety panel Akasa Junior, którym się posłużyłem pracuje tylko w takim zakresie. Różnice przy pracy na 12 czy 5V nie będą odczuwalne.

Źródło: silentworks.pl
Wyniki mogą trochę dziwić. Na początek jednak opiszę swoje własne odczucia po odsłuchu pracy łożyska. Slip Stream bardzo mnie zaskoczył - jego praca jest na najwyższym poziomie. Nie ukrywam, że porównanie z łożyskiem Fandera wypadło na korzyść wentylatora Scythe. Oczywiście różnice są marginalne i nie da się ich odczuć w normalnej pracy. Z kilku centymetrów słychać bardzo miły dla ucha basowy, równy i szybki terkot (podobny do tego w Fanderze) dość charakterystyczny dla wentylatorów ślizgowych. Oczywiście z większej odległości nie słychać już nic, jest tylko idealna, równa i przyjemna dla ucha praca łożyska. Na uwagę zasługuje też fakt, że Slip Stream pracował doskonale we wszystkich płaszczyznach.
Analiza poziomu decybeli jest jednak nieco zaskakująca. Przypominam, że Slip Stream ma obroty maksymalne na poziomie 1200RPM, Fander kręci się o 200 razy na minutę szybciej. Praca łożyska nie mogła wpłynąć na wyniki, bo była niemal idealna, dlaczego zatem Scythe przegrywa?
Moim zdaniem wynika to z faktu, że japońskie „śmigło” posiada aż 9 łopatek, polski produkt ma ich siedem. Nie bez znaczenia jest tez wielkość pokrywy łożyska. W Fanderze jest ona zauważalnie większa, przez co powierzchnia pracy łopatek zmniejsza się. Dzięki temu Slip Stream jest wydajniejszy niż Fander. Hałas powodowany przez większą ilość przelatującego powietrza jest jednak większy, mimo mniejszych obrotów. Mówi się, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Wystarczy przecież spowolnić wentylator Scythe i cieszyć się ciszą i dobrą wydajnością.
Na koniec dodam jeszcze, że programowe sterowanie obrotami Slip Stream’a było niemożliwe. Oczywiście włączenie automatycznej kontroli obrotów wentylatora z poziomu BIOSu zaowocowało płynna regulacją. Nie miałem na nią jednak wpływu. Jako że dysponuję tylko jedną płytą główną nie jestem w stanie stwierdzić czy wina leży po stronie mojego Abita KN9, czy też wentylatora.
Podsumowanie
Ninja w wersji aluminiowej zaprezentował się bardzo dobrze. Trzeba przyznać, że rywal był wymagający. Chłodzenie ma wiele zalet. Radzi sobie z pracą pasywną nawet po podkręceniu procesora. Wykonanie stoi na najwyższym poziomie. Jedyne, do czego można się doczepić to nieszczęsne push-piny na socket 775. Mogą być one przyczyną słabego docisku radiatora. I to chyba jedyna większa wada tego coolera. Na koniec dodam jeszcze, że w zestawie otrzymujemy genialny wentylator. Żaden cicholub nie powstydziłby się tego „śmigła”. Moim zdaniem Ninja Alu do chłodzenia pasywnego średniej klasy procesorów (nawet po podkręceniu) nadaje się wyśmienicie. Gorąco polecam.
Scythe uczciło swoje pięciolecie istnienia całkiem ciekawą odmianą popularnego „wojownika cienia”. Miedziany radiator spisuje się wyśmienicie! Wydajność jest na bardzo wysokim poziomie, ciężko tu zarzucić cokolwiek. Temperatury w najbardziej wymagającym trybie mówią same za siebie. Uważam, że zakup tej wersji to doskonałe rozwiązanie, dla osób poszukujących coolera do pracy pasywnej oraz wydajnej konstrukcji do ekstremalnego podkręcania. Wykonanie stoi oczywiście na bardzo wysokim poziomie. Dodatkowo, wentylator dodawany w zestawie (wersja 800rpm) jest cichy nawet na maksymalnych obrotach. Wiadomo, że wydajność jest wtedy niższa niż w przypadku wersji szybszej, dołączonej do Ninjy aluminiowej, ale przecież nic nie stoi na przeszkodzie, aby zamontować wydajniejsze „śmigło” w razie potrzeby.
Cena jest dość wysoka, choć mogę stwierdzić, że każda wydana złotówka jest warta tego coolera. Bardzo dobre wykonanie oraz wyniki, dodatkowo cichy wentylator w zestawie.
Źródło: silentworks
2009-11-02 12:39:32



